Goliarda Sapienza "Sztuka radości", przeł. Tomasz Kwiecień, Wydawnictwo Kobiece, Białystok

Goliarda Sapienza to było rękodzieło, powie o niej Angelo Pellegrino, przyjaciel i mąż. Na jednym oddechu doda: kobieta antyczna, nowoczesna, awangardowa, kochająca naturę i sama będąca naturą.

Luchino Visconti skreśli kilka niekoniecznych słów: „Kochana Goliardo, jesteś jedną z niewielu osób, które szanuję i wobec których żywię ciepłe uczucia”.

Wszystkie te niekonieczne słowa Goliarda zbiera i zachowuje. Jej książka „Sztuka radości” jest ich pełna: to nie tylko opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu młodej dziewczyny, która pierwszy raz kładzie na siebie puder, sukienkę, cudzą dłoń, ale także tego, w jaki sposób „język” nas zdradza, wyprzedza i zwodzi, i tego, jak nas unika, gdy słowa ujęte w cudzysłów przestają znaczyć to, co znaczą. Zresztą, żaden chyba znak nie przylega do opowieści o dojrzewaniu równie ściśle, co cudzysłów, który ściąga odpowiedzialność, sugeruje źródło-matkę, pozwala pozostawać poza osobistą konfrontacją, a przy tym bywa, że przydaje słowom osobliwej energii: pierwszego buntu, naigrywania się, podważania znaczeń, wystawiania języka.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej