Musiało minąć niemal 70 lat, żeby Siegfried Lenz, jeden z najwybitniejszych powojennych pisarzy niemieckich, zdecydował się na powrót do rodzinnego Ełku.

85-letni, schorowany i zmęczony, przyjechał jesienią 2011 r., żeby odebrać honorowe obywatelstwo miasta. Był ostatnim spośród urodzonych na Mazurach, Pomorzu i Śląsku pisarzy niemieckich, którzy oglądali wojnę oczami dziecka, w 1945 r. wyjechali, pchani uchodźczą falą, a następnie wyglądali czujnie na wschód, szukając możliwości choćby chwilowego kontaktu z ziemią rodzinną.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej