Katarzyna Nosowska - wokalistka, autorka tekstów, przez 25 lat w zespole Hey i na solowych płytach komentowała doświadczenia jej pokolenia i polską rzeczywistość. Jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w polskiej muzyce ostatnich dekad, bywa nazywana „nową Osiecką”. Właśnie nakładem Wielkiej Litery ukazała się jej pierwsza książka, zbiór felietonów „A ja żem jej powiedziała...”.

MICHAŁ NOGAŚ: Wokalistka, piosenkarka, poetka – to wiemy. Ale od niedawna też pisarka, instagramerka, influenserka internetowa...

KATARZYNA NOSOWSKA: Ja w ogóle nie przyjmuję do wiadomości tych etykiet, nie czuję potrzeby nazywania i umieszczania tego w jakichś ramach. Dla mnie to kolejne odsłony tej samej działalności

Czyli „artystka bez szufladek”.

– Chyba najrozsądniej jest po prostu Kasia.

Jak w tytule twojej debiutanckiej książki. „A ja żem jej powiedziała...”.

– Strasznie krępuje mnie określenie „książka”. Jasne, zapiski wciśnięte między dwie okładki są przedmiotem, który tak nazywamy. Ale książka to literatura. Ja, owszem, napisałam coś, co będzie występowało na półce, na której zazwyczaj bywają książki, jednak wolę nazywać to moją nową formą na komunikowanie się z drugim człowiekiem.

Mam zbyt duży szacunek dla literatury, żeby szafować określeniem „książka”.

Należę do starodawnej frakcji, która nie wyobraża sobie życia bez książek.

Trochę też dlatego, że nie prowadzę przesadnie rozbudowanego życia towarzyskiego, więc tę funkcję pełni u mnie bycie z bohaterami, bycie z autorem, z jego myślą.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej