To książka z gatunku tych, które zrazu zadziwiają i trwożą, a chwilę później budzą sprzeciw. Szczęśliwie nie jesteśmy w tym samotni; bohaterowie opisywanych zdarzeń, ich świadkowie, choć dalece nie wszyscy, są równie zbulwersowani. O sprawcach nie ma sensu w tym kontekście napisać ani słowa. Sprawcy są po prostu nieludzko podli i pyszni, jako że podpierają się w swojej niegodziwości wolą boską.

Tak – zdaniem tych bandziorów czynią, co czynią, bo Bóg im zezwolił. Smażą się w piekle bez dwóch zdań (jeśli piekło istnieje, a jeśli nie – warto dla nich je zorganizować), jak wszyscy fundamentaliści i fanatycy. Bo nawet jeśli Boga nie ma, stworzył się po to, by podobny gatunek człowieka ukarać bez zmiłowania.

Nieuczciwe prawo należy łamać

Wyobraźmy sobie: wieczór i nagłe walenie do drzwi. W progu stoją żandarmi, wpadają do rozleniwionego nocą domu i zabierają dziecko. Jak swoje, gdyż jak nakazuje ówczesne prawo, jest już ich. Dowodzi to tylko tego, że prawo napisane wbrew przyzwoitości, uczciwości i dobrej stronie natury człowieczej musi być łamane, omijane i lekceważone. Inaczej hańba wszystkim.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej