Łukasz Orbitowski, "Exodus", Wydawnictwo SQN, Kraków

Trudno komentować najnowszą powieść Łukasza Orbitowskiego. Nie dlatego, że to utwór szczególnie wymagający (wręcz przeciwnie - raczej prościutki), lecz z tego powodu, iż fabuła jest w nim najważniejsza. Nie wiadomo, jak o "Exodusie" mówić, żeby nie spojlerować. Zwłaszcza że chodzi o sprawy dla zrozumienia tej powieści zasadnicze, np. ujawnienie rzeczywistych motywacji głównego bohatera.

Ów bohater, Janek, dobiegający czterdziestki warszawski korpoludek, któregoś dnia zrywa z dotychczasowym, w miarę komfortowym i ustabilizowanym, życiem. Podejmuje więc z konta oszczędności, niszczy dokumenty i kartę SIM, wsiada do najbliższego pociągu jadącego za granicę (tak się złożyło, że akurat do Berlina). Ponieważ pozbył się dowodu osobistego, okrada współpasażera – w końcu czymś za granicą będzie musiał się wylegitymować. Przez rok nie tyle kręci się po Europie, ile wpada w wir rozmaitych przygód, najczęściej groźnych i z gruntu nieprzyjemnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej