Znają je bywalcy deptaków i promenad, letnicy, kuracjusze i turyści. W branży automatów mówi się na nie „łapy szczęścia”. Ich przeszklone brzuchy wypełnione są pluszowymi zwierzątkami, plastikową biżuterią, breloczkami we wszystkich kolorach tęczy.

Zasady są proste: po wrzuceniu monety gracz steruje mechanicznymi szczypcami, usiłując chwycić upatrzony fant. Z reguły to się nie udaje. W najlepszym wypadku - jeśli automat nie kantuje - zamiast wymarzonego wielkiego misia wyciągamy trzy razy mniejszego pluszowego pieska.

Boom na polską ilustrację

Wydawniczymi „łapami szczęścia” są dwie książki poświęcone polskiej ilustracji: antologia „Nie ma się co obrażać” pod redakcją Patryka Mogilnickiego (wyd. Karakter) i „Ten...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej