Czy muzyka, ten środek wyrazu naszych lęków i radości, zgody i buntu, upodobania do ładu i potrzeby chaosu, umie jak my ironizować? Albo mówić w trybie warunkowym? Czy potrafi budować zdania przeczące? Takie pytanie stawia Brytyjczyk Julian Barnes na 200 stronach swojej najnowszej powieści.

W „Zgiełku czasu” zajął się biografią rosyjskiego kompozytora Dymitra Szostakowicza (1906-75), niemal pomijając to, co dla innego powieściopisarza byłoby pewnie najatrakcyjniejsze – burzliwe życie uczuciowe artysty, pierwsze małżeństwo z kobietą oddaną idei wolnej miłości, drugie, które skończyło się niemal natychmiast, i trzecie - z kobietą w wieku jego córki. Dodajmy do tego liczne miłostki, o których Barnes wprawdzie wspomina, ale traktuje je marginalnie, en passant.

>> Przeczytaj rozmowę z Solomonem Wołkowem, który opracował wspomnienia Szostakowicza

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej