Michał Nogaś: Prowincja w „Wymazanym” jest smutna i w dużej mierze trąci beznadzieją.

Michał Witkowski: Dla mnie ona jest przede wszystkim mroczna.

Moja wiedza na temat prowincji w dużej mierze bierze się z reportaży. One w znacznym stopniu ustawiły mi ten świat. Sam także jeździłem, dotykałem tych miejsc, ale nie za wiele i – jak to ja – w białych rękawiczkach. W „Margot”, gdzie opisywałem Waldka Mandarynkę i wieś Rutkę, pojawili się np. „przystankersi”. To pojęcie zaczerpnąłem z jednego z tekstów w „Dużym Formacie”. Dopiero po przeczytaniu zauważyłem to zjawisko – ludzi przesiadujących na przystankach, ale nigdzie się niewybierających. Jechałem przez różne wsie i dostrzegałem jedynie ich. To w zasadzie bardzo łatwe do wytłumaczenia – granice mojego języka są granicami mojego świata.

Po czyje reportaże sięgnąłeś, by poznać polską prowincję drugiej dekady XX wieku?

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej