Przedrukowujemy fragment wywiadu rzeki z Marcinem Świetlickim, który ukaże się 26 października w Wydawnictwie Literackim pod tytułem „Nieprzysiadalność”. Oto piąty rozdział książki zatytułowany „Zupełnie czysta karta”.

Poezja niewolników żywi się ideą,
idee to wodniste substytuty krwi.

Fragment wiersza "Dla Jana Polkowskiego"

ROZMOWA Z MARCINEM ŚWIETLICKIM

Rafał Księżyk: Jaki był pana pierwszy kontakt z życiem cywila?

Marcin Świetlicki: Wracałem do Lublina z przesiadką w Gdyni. To był kwiecień 1986, wysiadłem w Gdyni i poszedłem do restauracji, chyba się nazywała Arkadia. Tak to przynajmniej zapamiętałem. Et in Arcadia ego. Zamówiłem whisky, czy co tam było eleganckiego. Siedziałem sobie i snułem przypuszczenia i nadzieje na przyszłość. Nie miałem nic. Myślałem, że już nie wrócę do Krakowa. Dziewczyna mnie rzuciła, studia były zawalone, nie miałem mieszkania. Może miałem kolegów, ale pewnie się zmienili i nie byłem im do niczego potrzebny. Mogłem najwyżej opowiedzieć im o strzelaniu z moździerza.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej