Janusz Głowacki nie żyje. Pisarz, dramaturg, scenarzysta "Rejsu" miał 79 lat

"Był głosem Polski rogatych dusz i błyskotliwej inteligencji" [ADAM MICHNIK żegna Głowackiego]

Janusz Głowacki: Pani też chce porozmawiać ze mną o Polsce?

Donata Subbotko: Pan nie chce?

– Dlaczego nie? „Trąbo nasza, wrogom grzmij!”. A co, myślała pani, że jestem zniechęcony?

Chyba normalne u pana?

– Słowo „normalne” nie istnieje w moim słowniku.

Czyli jednak temat pana interesuje?

– Tutaj obok siadywał nieboszczyk Kulczyk i ostrzegał mnie, że tu jest podsłuch na stałe zamontowany. Ale to było przed renowacją.

Panu to kiedyś przed Bristolem postawią pomnik, tyle lat pan tu przychodzi.

– W sztuce „Fortynbras się upił” napisałem taki dialog dwóch wartowników. Jeden mówi: „Jak myślisz, podsłuchują nas teraz?”, drugi: „A chuj wie”, na co tamten: „To niedobrze. Nie lubię gadać niepodsłuchiwany. Myśli mi się od tego plączą”.

Dzisiaj wszyscy nagrywają, ja też. Może pan się czuć swobodnie, myśli nie będą się plątać.

– W stanie wojennym, jak padał rozkaz: „Ognia!”, w kierunku tłumu leciała woda z armatek. Józef Stalin już dawno, w czasie głodu na Ukrainie, powiedział do stachanowców: „Życie stało się lepsze, towarzysze, życie stało się weselsze”. A teraz ta wesołość rozlała się na cały świat. Włączam czasem telewizję narodową. To zapłaczę, to się roześmieję.

Pan ich rozumie?

– Rozum jest bezradny, tu rządzą uczucia, kompleksy, a zwłaszcza namiętności. „Miej serce i patrzaj w serce”, „Hej, kto Polak, na bagnety!”, „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, „Polacy, nic się nie stało”. Nie jakieś gdakanie inteligentów, że się łamie konstytucję. Konstytucja nie nakarmi naszych dzieci i jest nudna. To już Mrożek kiedyś zauważył, że gdyby do konstytucji wpisać słowo „kurwa”, to może by ona kogoś zainteresowała.

Bardziej po ciemnoludzku powinna być napisana?

– Paweł Kukiz chce poprawić konstytucję. Może rock and roll tchnie świeżego ducha. W ogóle kasa się liczy, a nie tam jakieś prawne głupoty. Prezydent Putin wkroczył na Krym, obniżył ceny na wódkę, od razu naród bezwarunkowo go pokochał. Inna rzecz, że Rosjanie od dawna byli zniechęceni, że przywódcy są starzy, za często umierają i potem w radiu i telewizji przez trzy dni każą słuchać muzyki klasycznej. A teraz nareszcie rządzi ktoś żywy, seksowny, wysportowany. Ulubieniec babuszek, które całują telewizory, jak go widzą, i młodziutkich złotych medalistek olimpijskich. Wysoka poprzeczka dla biednych rosyjskich mężów.

Nasz prezydent też jest wysportowany, narty lubi. I młode internautki.

– I właśnie za to naród go kocha. Bez przerwy jest kuszony, ale się nie daje. No cóż, taki jest los świętych, gigantów, wędrowców prawdy. Chrystus był kuszony, Budda był kuszony i nasz Duda też jest kuszony.

Przez kogo?

– A to przez Ruchadełko Leśne, a to przez opozycję, żeby był prezydentem wszystkich Polaków. Ale się nie ugiął. A prezentuje się nawet lepiej niż Putin. A jego pobożność. Chyba zasłużył na przydomek Duda Pobożny. Kiedyś nadawano królom przydomki, np. Chrobry, Kędzierzawy, Laskonogi. To piękna tradycja narodowa.

Pan ze 40 lat temu napisał tekst pt. „Życie niezłomne”. Tytuł jak znalazł.

– W Berlinie widziałem kiedyś inscenizację „Życia Galileusza” Brechta. W głębi stoi drewniany manekin w uroczystych szatach papieskich. Jak żywy. A na scenę wdrapuje się staruszek w długiej nocnej koszuli, za nim wkracza inkwizytor. Inkwizytor oskarża Galileusza, że opluwa Ziemię, donosi na nią za granicę, kala własne gniazdo i ma idiotyczne pomysły, że Ziemia krąży dookoła Słońca, a nie odwrotnie. Staruszek broni Galileusza, ale co włoży część stroju papieskiego, to jakby słabiej. A jak już przebiera się do końca, czyli staje się papieżem, macha ręką i wyraża zgodę, żeby uczonego, jeśli będzie się upierał przy swoich bredniach, lekuchno potorturować. Teraz to on wygląda jak manekin. A ten drewniany w nocnej koszuli się uczłowiecza. Urząd zobowiązuje.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej