Nie było w tym roku w Gdyni jednego tytułu, który – jak „Zimna wojna” rok temu – wyrastałby bezapelacyjnie ponad stawkę.

Szturmem zdobył widownię „Ikar” – o wybitnym, choć zapomnianym dziś jazzmanie Mieczysławie Koszu (świetny Dawid Ogrodnik), który „widzi” dźwięki, talentem zachwyca samego Billa Evansa, ale staje się zakładnikiem własnej ślepoty, nadekspresyjności i topornej polskości lat 60. Film Macieja Pieprzycy nie wyjedzie z Gdyni bez nagród, chociaż może się nimi podzielić z równie ciepło przyjmowanym przez publiczność „Procederem” braci Węgrzynów.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej