Sierpień 2012 r. Sędzia sądu w Moskwie na zakończenie procesu, którym żyła nie tylko Rosja, ale też cały świat, zwraca się do dwudziestoczteroletniej, szczupłej blondynki z pytaniem, czy chciałaby o coś przed wyrokiem poprosić. Dziewczyna wstaje i głosem hardym, mimo kilku miesięcy spędzonych w areszcie, odpowiada: – W tym tzw. procesie, tzw. sąd może pozbawić mnie jedynie tzw. wolności, bo tylko taka dzisiaj w Rosji istnieje. Mojej wewnętrznej wolności nikt nie jest mi w stanie zabrać.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej