W 1988 roku gościł w Polsce niejaki Abaddon, muzyk brytyjskiej grupy Venom, w owym czasie nad Wisłą masowo słuchanej i kochanej. Jako nastoletni fan każdą informację o swoich idolach chłonąłem jak gąbka, a zdezorientowany mózg uznał, że skoro towarzyszą temu tak wielkie emocje, to trzeba te dane zapisać na wieki. Pamiętam więc, chcąc nie chcąc, obszerne cytaty z wywiadu, którego muzyk wówczas udzielił. Choćby fragment, w którym Abaddon pyta towarzyszącego mu tubylca, czy Polska przypadkiem nie prowadzi jakiejś wojny.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej