Miała zostać baletnicą. Matka, zawodowa szachistka, przedwojenna wicemistrzyni, uznała, że nastoletnia córka - choć bardzo chciała śpiewać - powinna pójść do szkoły baletowej. Dwuletnia edukacja nie przyniosła jednak pożądanych efektów.

Wanda Warska: Całe życie śpiewać cichutko

- Było już za późno, do baletu posyła się przecież małe dzieci. Nie wystąpiłam nawet w pierwszej premierze, podczas ćwiczeń drętwiała mi noga - mówiła po latach. W rozmowie, którą przeprowadził z Wandą Warską w październiku 2016 roku w Instytucie Teatralnym im. Raszewskiego Mike Urbaniak, wspominała: - Do szkoły muzycznej nigdy nie poszłam, brałam natomiast lekcje u znakomitej śpiewaczki Janiny Janowskiej-Kopczyńskiej prowadzone przez nią przy operze w moim rodzinnym Poznaniu. Widziała we mnie sopran koloraturowy, cierpiałam więc i ćwiczyłam - aż do ważnego egzaminu. Cały repertuar zaśpiewałam na nim bardzo cichutko. Nikt mi nie przerwał, ale gdy skończyłam, zrozumiałam, że nie poszło mi jak należy i zaczęłam przepraszać komisję, że nie potrafię przekazać niczego mocnymi, głośnymi dźwiękami. Jakbym już przeczuwała, że niedługo spotkam Kurylewicza i będę mogła całe życie śpiewać cichutko.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej