Nazywaliśmy go NUMP-em: „Nasz Ulubiony Maciej Parowski”. Skrót był trochę ironiczny, a trochę jednak nie, bo Parowski był człowiekiem instytucją.

W niebiosach wielcy redaktorzy literatury polskiej: Grydzewski, Turowicz, Estreicher, Ilnicka, Giedroyc - już na niego machają, żeby się dosiadł do ich stolika. W rajskiej kawiarni literackiej, łączącej Ziemiańską, Czytelnika i Piwnicę pod Baranami.

Tak, to postać tej samej klasy. Jego zasługi dla polskiej kultury są podobne, choć los przyznał mu niewdzięczne zadanie: rolę wielkiego redaktora polskiej popkultury.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej