Ludzie – bogowie; wielkie wydarzenia – drobne gesty; abstrakcja – konkret; eteryczność – ziemia; bliskie – egzotyczne; patos – przaśność; bezsens – sens. Wiele reportaży Kapuścińskiego rozpina się na tym szeregu opozycji. Oddzielnie każda była już wyeksploatowana. Siła jego pióra leżała jednak nie w dalszej eksploracji, lecz w przepleceniu, które przyniosło efekty nieoczekiwane.

Bogowie Kapuścińskiego objawiają się nie w wielkich wydarzeniach, lecz w drobnych gestach, historię z jej patosem pozostawiając ludziom. Śmiertelnicy są wyobcowani, zagubieni, poturbowani historią. To oni stają się eteryczni, półprzezroczyści, wątpią w swą realność, bo brak im zakorzenienia w konkrecie, z którego czerpią moc nieśmiertelni. Niczym mitologiczny Anteusz, którego siły regenerowały się, ilekroć dotknął ziemi. Tacy są bogowie u Kapuścińskiego.

***

Łatwiej pokłócić się o pryncypia, czyli Kapuściński spotyka Zeusa pod Brodnicą

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej