„Wierzę, że architektura jest sztuką bardzo pragmatyczną. By stać się sztuką, musi być wzniesiona na fundamencie potrzeby, konieczności” - miał kiedyś powiedzieć I.M. Pei. Kierując się tą zasadą, zmarły właśnie architekt przez wiele lat rozpalał wyobraźnię ludzi.

I.M. Pei - nie tylko piramida w Luwrze

Projektował banki, laboratoria naukowe, hotele, muzea i galerie. Na przecięciu nowoczesności i tradycji, wyłamywania się z norm i konserwatyzmu prace Peia od pół wieku wzbudzały uznanie, zachwyt. By przechować wszystkie wyróżnienia, nagrody, dyplomy - w tym nazywaną architektonicznym Noblem Nagrodę Pritzkera - powinien był zaprojektować oddzielny budynek, bo jak pisał o nim jeden z dziennikarzy: „Za swoją sztukę Pei zdobył każdą z możliwych i liczących się nagród”.

Urodził się w 1917 r. w Kantonie w Chinach. W wieku 17 lat wyjechał do USA studiować architekturę. Ukończył studia na Uniwersytecie Harvarda, gdzie pobierał nauki m.in. u Waltera Gropiusa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej