Drugi półfinał 64. Konkursu Piosenki Eurowizji był lepszy i bardziej wyrównany od pierwszego – więcej było udanych piosenek i naprawdę dobrych wykonań. Jeśli świetny Mahmood, reprezentujący Włochy raper i wokalista egipskiego pochodzenia, który w finale znalazł się bez eliminacji, nie rzuci Europy na kolana, można się spodziewać, że zwycięzcą tegorocznego konkursu będzie ktoś z wczorajszego przedbiegu – najpewniej Holender, Rosjanin lub Szwed.

Niderlandy reprezentuje Duncan Laurence. Choć tekst „Arcade” jest o tym, że miłość to gra, w którą można tylko przegrać - z taką piosenką Eurowizję da się wygrać. Tak twierdzą bukmacherzy i czwartkowy występ Laurence’a dowodzi, że mogą mieć rację. To piosenka, która ma wszystko, czego trzeba - część liryczną i pompatyczną, chwilę wzruszenia i "everybody klaszczą". Coldplay sprzedawałby to na stadionach świata.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej