To mógłby być tekst o mnie, gdybym się nie zagapił. Chętnie i często komentuję w popularnym portalu społecznościowym wydarzenia, które wydają mi się tego godne, a pożar Notre Dame bez wątpienia do takich należy. Ale robiłem coś innego, czytałem lub pisałem, więc przegapiłem nie tylko pierwsze minuty, ale całe godziny dramatu. Kiedy już włączyłem komputer, odniosłem wrażenie, że wszyscy mówią tylko o tym, więc uznałem mój głos w tym chórze za zbędny, tym bardziej że nie miałem do powiedzenia niczego odkrywczego. Postanowiłem więc poczytać, co piszą inni. I to zasmuciło mnie jeszcze bardziej niż multikanałowa relacja live z obracania się klejnotu kultury w popiół.

Pożar katedry Notre Dame - podpalił Bóg czy Szatan

Pierwsza nuta brzmiała boleśnie, ale czysto, cały świat śpiewał ją unisono. „Szok, smutek, wielka strata” – to naturalna reakcja, wspólna niemal wszystkim. Niektórzy wrzucali cytaty z tekstów kultury odnoszących się do Notre Dame lub katedr w ogóle (swoją drogą, skok sprzedaży „Dzwonnika z Notre Dame” po pożarze uważam za dziwaczny, ale pozytywny skutek uboczny tego zdarzenia), inni wspominali swoją wizytę w Paryżu, dzielili się wrażeniami ze zwiedzania kościoła albo odgrzebywali zdjęcia na tle jego wież.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej