*Wojciech Nowicki – pisarz, krytyk kulinarny. Za książkę „Salki” (2013) otrzymał nagrodę Gdynia. Ostatnio opublikował „Tuż obok”, eseje o uchwyconej na zdjęciach codzienności czasów Wielkiej Wojny

Kiedy popatrzeć na mapę, widać, jak bardzo zwartą strukturę ma to miasto, jakie jest kształtne; lubię tak myśleć, choć to tylko kłamstwo kartografa, Paryż rozlewa się daleko poza administracyjne granice. Na osi wschód – zachód przecina go wpół Sekwana, na niej, w centrum, jak białe kropki między brzegami dwie wyspy – Cité i Świętego Ludwika. Dawniej na dzikiej rzece były znacznie liczniejsze, z czasem łączyły się, powiększały, utwardzały, wydzierały wodzie coraz więcej przestrzeni. Pierwsza to zalążek pierwszego miasta, Lutecji, obowiązkowy punkt na turystycznej trasie. Co roku przelewają się tu niezliczone tłumy, do samej katedry, blisko lewego brzegu, wpada kilkanaście milionów ludzi, trudno pojąć, jaka to chmara; a jednocześnie wyspa Cité, ziarno, z którego wyrósł moloch, jest dziś domem dla niecałego tysiąca mieszkańców.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej