Domena publiczna to zbiór książek, filmów, ilustracji, zdjęć, piosenek itp., które nie są objęte autorskimi prawami majątkowymi. To znaczy, że są własnością nas wszystkich. Podobiznę Jana Sebastiana Bacha można więc umieścić w szkolnej prezentacji, a remiks jego kantat – w secie didżejskim. Można zrobić sobie T-shirt z „Bitwą pod Grunwaldem” Jana Matejki i ustawić Polonez As-dur jako dzwonek w telefonie.

Ojciec psychologii, matka „Monopoly”

W Unii Europejskiej do domeny publicznej przechodzi cała spuścizna twórcy, od którego śmierci upłynęło 70 lat. Z każdym rokiem 1 stycznia lista się powiększa − w 2019 r. o 1112 nazwisk. Wśród nich m.in. Ruth Benedict, słynna antropolożka, badaczka indiańskich plemion Ameryki Północnej i autorka m.in. „Wzorów kultury”, malarze Maximilian Lenz i Arshile Gorky, koreańska poetka, artystka i działaczka feministyczna Na Hye-sok, amerykańska sufrażystka Rheta Childe Dorr, Elizabeth Magie Phillips, twórczyni gry planszowej „The Landlord’s Game”, poprzedniczki „Monopoly” (nawiasem mówiąc, oryginalna gra opierała się na teoriach społecznych krytykujących monopol prywatnej własności ziemi).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej