Dario jest gangsterem jak z obrazka – łysym, pleczystym i pooranym bliznami. Ale nie takim pierwszym lepszym karkiem, który dochrapał się wysokiej szarży. To cynik i brutalny cham, a zarazem niegłupi ironista. Postać demoniczna, wychodząca bez szwanku z sytuacji bez wyjścia, umysł reagujący w mgnieniu oka – kiedy żołnierze gangsterskiej konkurencji trzymają go w samochodzie na muszce, wywołuje wypadek tak, żeby ich wykończyć, a samemu po prostu opuścić wrak.

Bez tego bohatera serialowa rewelacja końca roku, „Ślepnąc od świateł” Krzysztofa Skoniecznego i Jakuba Żulczyka, też zbierałaby dobre recenzje – ale nie tak entuzjastyczne. Połowa zachwytów nad serialową rewelacją ostatnich miesięcy to zachwyty nad Dariem.

A w zasadzie nad Janem Fryczem. Bo to właśnie on obdarza gangstera swoją charyzmą, nadając brutalnemu bandziorowi finezję. – Z jednej strony precyzja i rzemiosło, z drugiej energia, szaleństwo i otwartość na to, co nowe – ta zbitka powraca w komentarzach do aktorstwa Jana Frycza

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej