W grudniu o wyłączeniu komentarzy pod artykułami ukazującymi się w sekcjach „Wiadomości” i „Kultura” poinformował Onet, największy polski portal. Można materiał udostępnić w serwisie społecznościowym, można wysłać list do redakcji, ale nie podzielić się swoją opinią z innymi użytkownikami. Złośliwy przytyk: „Jesteś głupi jak komentarze na Onecie” właśnie stracił semantyczną kotwicę i za jakiś czas podryfuje w zapomnienie.

Było takie słowo: „netykieta"

Oczywiście nie tylko w Onecie komentarze były głupie, kłamliwe czy chamskie. To problem stary jak internet. Czy raczej jak Web 2.0, którego nadejście uroczyście odtrąbiono u progu XXI w. Ten nowy internet, oparty na społecznościach, miał być narzędziem dialogu, motorem edukacji i demokratyzacji, miał wyrównywać szanse i likwidować podziały. Użytkownicy przejęli inicjatywę, zaczęli tworzyć treści – od zupełnie oryginalnych, przez remiksy i mashupy, po komentarze wzbogacające materiały proponowane przez zawodowych dziennikarzy i innych dostawców tzw. contentu. Przyszło nowe i było dobre, ale miało kilka wad. Wtedy rzadko dostrzeganych pod górą niewątpliwych zalet.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej