Wpadliśmy w wir dorocznych podsumowań. Można nie lubić, można lubić, ale warto mieć do nich dystans. To przecież tylko zabawa, sposób na chwilowe wymknięcie się galopującej teraźniejszości i spojrzenie za siebie – czy pamiętam jeszcze, co mnie wzruszało, co bawiło pół roku temu? Co było tylko przelotną fascynacją, a co w pierwszej chwili mnie nie przekonało, ale z czasem urosło w moich oczach? Czy będę do tego wracał za pięć lat?

Jeszcze ciekawsza jest lektura cudzych podsumowań.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej