Oto lista 10 najlepiej zarabiających globalnie filmów wszech czasów. „Avatar”, „Titanic”, „Gwiezdne wojny”, a potem oni – Avengersi i ich tegoroczna „Wojna bez granic”. Na miejscu szóstym znów oni, tym razem z pierwszym filmem w serii. Potem na ósmym niespodzianka – „Avengers: Czas Ultrona”, a pod nimi jeszcze „Czarna Pantera”. Łącznie te cztery filmy zarobiły ponad 6,3 mld dolarów, a przecież to tylko wierzchołek dochodów, jakie przyniosły filmowe adaptacje (łącznie 55 filmów!) komiksów wydawnictwa Marvel, które Stan Lee budował od 1939 r.

Stan marzyciel

Miał wtedy 16 lat, nazywał się Stanley Martin Lieber i był chłopcem na posyłki w Timely Comics. Jego rodzice, rumuńscy Żydzi, przypłynęli do Nowego Jorku na początku XX w. wraz z falą diaspory uciekającą z Europy Wschodniej przed pogromami. Stanley dorastał w biedzie. Wielki kryzys 1929 r. bardzo mocno dał się we znaki jego rodzinie. Ojciec Stana, Hyman „Jack” Lieber, imał się dorywczych prac, ale nigdzie nie mógł zagrzać miejsca. W domu często dochodziło do awantur. O edukację syna dbała głównie matka, Celia. Często prosiła Stanleya, by czytał jej na głos.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej