ROZMOWA Z PROF. JANEM MIODKIEM

Prof. Jan Miodek: - O śląskich nazwiskach mogę mówić z marszu. Wystarczy, że wymienię moich kolegów klasowych od podstawówki do matury: Kampa, Kandzia, Bambynek, Niewiedzioł, Naleźniok, Szwiec. A do tego dodajmy: Bednorza, Kuczoka, Tkocza. Wszystko to typowo śląskie nazwiska, niezwykle archaiczne.

Judyta Watoła: To zacznijmy może od Niewiedzioła, Porwoła, Cierpioła...

Prof. Jan Miodek: – Kiedyś język polski, jak do dziś czeski i słowacki, rozróżniał samogłoski długie i krótkie. Więc było dosłownie: „on czytaał”, ale „ona czytała”, „on widziaał”, ale „ona widziała”. I ten stan trwał gdzieś do końca XV, początku XVI wieku. W 1518 roku jeden z gramatyków napisał, że to rozróżnienie samogłosek długich i krótkich to już przeszłość: „Antiqui Poloni longas vocales geminabant”, czyli „Starożytni Polacy długie samogłoski podwajali”, w wymowie, ale i w piśmie też. Rozróżnienie to ginie, ale w miejsce tej długiej samogłoski pojawia się „a” pochylone. Język przy jego wymawianiu unosi się i fonetycznie to jest „o”. Stąd zaczęto mówić „widzioł”, ale „widziała”, „czytoł”, ale „czytała”, „słyszoł”, ale „słyszała”. Końcówki nazwisk pochodzących od zawodów, jak Kowol czy Bednorz, też się wzięły z pochylonego „a”.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej