Co roku powtarza się rytuał utyskiwania na rodaków, którzy nie czytają i w dodatku nie chadzają do teatrów, muzeów oraz filharmonii. A do kina to tylko jak Grey świntuszy, Vega klnie albo Smarzowski bije proboszcza.

Mnie również to martwi, więc albo lamentuję publicznie na Facebooku, albo prywatnie marudzę pod nosem. Bo jakże to tak nie korzystać z dóbr kultury, skoro one fascynujące, wciągające i ubogacające takie?

Pewnie są na świecie ludzie, którzy nawet bez literatury czują się wystarczająco wewnętrznie bogaci. Trochę zazdroszczę i już przechodzę do pozostałych, którzy może i by chcieli skorzystać z kultury, ale nie mogą, nie wiedzą jak lub nie mają okazji. Albo nie chcą, ale tylko dlatego, że nie mieli okazji dowiedzieć się, jakie to fajne, a gdyby już skorzystali, to mielibyśmy ich po naszej – czytających, słuchających, oglądających – stronie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej