Ręce zaczynają drżeć. Koszula przykleja się do pleców. Krawat wpycha do przełyku jabłko Adama. Tak wyglądają dziś zależni od władzy pracownicy, kiedy muszą podjąć decyzję. W jaskiniach ich mózgoczaszek nie przestaje dudnić pytanie: „O rety! Co na to powie prezes?”.

Jasne, prezes za dobre wynagradza, a za złe karze. Ale co robić, kiedy nie wiadomo, która decyzja jest dobra, a która zła?

I nie chodzi tu tylko o wiadomego Prezesa. Są jeszcze pomniejsi prezesi, którzy zresztą Prezesowi mniej lub bardziej podlegają.

"Kler" > "Wołyń"

Np. Jacek Kurski, prezes TVP. I bohater żartu Wojciecha Smarzowskiego, który reżyser rzucił na sobotniej gali festiwalu w Gdyni. „W swojej pysze myślałem, że tym razem nagrodę wręczy mi prezes TVP” – powiedział autor „Kleru”.

Smarzowski nawiązał do sytuacji z 2016 r., kiedy Kurski przyznał mu specjalną nagrodę – 100 tys. zł – za „Wołyń”. Reżyser jej nie przyjął, bo nie została wręczona na scenie, a odbieranie nagrody w kuluarach byłoby dla Smarzowskiego „kłopotliwe i dziwne”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej