Wydany w ubiegłym roku „Szprycer”, minialbum Taco Hemingwaya, to wciąż  świeży materiał. Nie mówiąc już „Somie 0,5 mg”, wspólnej płycie Taco z Quebonafide, którą raperzy rozbili bank wiosną tego roku. Po co więc tak się spieszyć z kolejnym wydawnictwem? „Wszyscy nas kochają, kiedy wygrywamy, nienawidzą, gdy przytrafi się Senegal” – ta linijka mnie przekonała. Jeżeli ma coś do powiedzenia i jeśli jest to tak mocno osadzone w teraźniejszości, to niech się to nie utlenia w szufladzie. Niech mówi.

Taco Hemingway chce wyjść ze złotej klatki

Swoją drogą, wiele zarzutów formułowanych w ostatnim czasie pod adresem Taco Hemingwaya – również, przyznaję, przez niżej podpisanego – dotyczyło właśnie tego, że raper wyrzuca z siebie wiele słów, ale coraz mniej treści. „Trójkąt warszawski”, „Umowa o dzieło” – ach, ta głębia spojrzenia, ta reporterska wnikliwość, to wyczucie codzienności! Wszyscy mówiliśmy Hemingwayem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej