Nominację Magnum, czyli zaproszenie do współpracy, ma już w kieszeni. Może świętować, bo Magnum to coś więcej niż agencja fotograficzna. To grupa zrzeszająca prawdziwych gigantów światowej fotografii, takich jak założyciele Robert Capa (słynne zdjęcia z lądowania w Normandii) i Henri Cartier-Bresson (autor pojęcia „decydujący moment”) oraz Martin Parr (genialny Brytyjczyk dokumentujący rzeczy pozornie bez znaczenia), Elliott Erwitt (ikoniczne zdjęcia psów w metropolii), Dennis Stock (portret Jamesa Deana w deszczu), Josef Koudelka (dokumentacja inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację) czy Alec Soth (cykl o ludziach odizolowanych od społeczeństwa w USA).

Urodzony w Gliwicach Rafał Milach (rocznik 1978) zaczynał od wpisującej się w profil agencji Magnum fotografii dokumentalnej. Fotografował ukraińskie wybrzeża nad Morzem Czarnym („Black Sea of Concrete”, 2010 r.) Rosję (cykl „7 Rooms”, 2012 r.) czy Islandię („In the car with R”, 2012 r.). Jego projekty najczęściej dotyczyły transformacji byłego bloku wschodniego.

Milach jest z wykształcenia nie tylko fotografem (Instytut Fotografii Kreatywnej w Opawie), ale też grafikiem (ASP w Katowicach). W ostatnich latach jego twórczość balansuje na pograniczu tych dwóch sztuk, oddalając się wyraźnie od klasycznego dokumentu fotograficznego. Jednak to właśnie nim zainteresowała się Magnum, mekka dokumentalistów, których w Polsce przecież nie brakuje. Jeśli Milach utrzyma z agencją dobre relacje, to za cztery lata będzie pierwszym polskim fotografem w jej szeregach.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej