Wczesne lata 90. O Natalii życzliwi mówią, że jest oryginalnym dzieckiem. Mniej życzliwi – że po prostu dziwnym. Ona wyobraża sobie, że będzie wielką artystką, nieważne, w jakiej dziedzinie. Zamyka się w pokoju i uderza w klawisze fortepianu, recytując przy tym wymyślane przez siebie wiersze. Pochłania książki, zaprzyjaźnia się z bohaterami.

Książki i muzyka, muzyka i książki. Tak już zostanie. Kiedy w 2017 r. Tygodnik „Polityka” nagrodzi ją Paszportem za debiutancką książkę „Jak pokochać centra handlowe”, ze sceny powie: – Jestem ogromnie zaskoczona, zaskoczyła mnie już sama nominacja. Zawsze marzyłam, by zdobyć nominację w kategorii muzyka popularna.

Bo Fiedorczuk od ponad dekady jest znana jako wokalistka i instrumentalistka Nathalie and the Loners. Śpiewała też w Orchid czy Happy Pills.

Kryzys w sztukę

– Byłam zmęczona formułą muzyki młodzieżowej – piosenki, płyty, koncerty – więc zaczęłam pisać książkę. Ale nie, raczej nie spodziewałam się „Paszportu” za muzykę. Nie wiem, dlaczego tak powiedziałam – mówi nam po niemal dwóch latach Natalia Fiedorczuk. Właśnie ukazała się jej druga powieść „Ulga”.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej