W piątkowy wieczór krakusa na Rynku nie spotkacie. Tę przestrzeń zawłaszczyli turyści. Po zachodzie słońca większość z nich jest już podchmielona; hałaśliwie przemieszczają się od knajpy do knajpy, zataczającymi się, trudnymi do ominięcia grupkami. W ten piątek było inaczej - przemykali się chyłkiem pod murami kamienic, zaintrygowani i onieśmieleni tłumem, który wypełnił przestrzeń od kwiaciarek do kościoła św. Wojciecha, z centralnym punktem pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Bo to był "czarny piątek".

CZYTAJ TAKŻE. "Czarny piątek" w Krakowie: kilka tysięcy protestujących na Rynku

Stopnie postumentu, zwykle zajęte przez rzeźby alegorie, gołębie i wycieczki szkolne, posłużyły za prowizoryczną trybunę. Przemawiały z niej kobiety w różnym wieku, reprezentujące różne środowiska – głośno żądały zarzucenia prac nad projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”, liberalizacji obecnie obowiązującego prawa, pomstowały na polityków. Ale mowa była także o równych płacach za tę samą pracę, podmiotowości w społeczeństwie, lepszej edukacji, nie tylko seksualnej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej