„Czy takie filmy muszą wciąż powstawać?” – pyta zatroskany dziennikarz ministra. Ten odpowiada: „Nie będę z powodu innych poglądów niczego cenzurował. Nie będę zabraniał twórcom robienia nawet głupich filmów”.

Dziennikarz to Jacek Karnowski, współwłaściciel imperium medialnego obejmującego portal wPolityce, internetową telewizję wPolsce czy tygodnik „Sieci”, którego sprzedaż gwałtownie spada mimo hojności reklamodawców – spółek skarbu państwa. Rzeczona rozmowa ukazała się w poniedziałkowym numerze pisma.

Film to nagrodzona właśnie w Berlinie „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej.

Pełen dobrotliwej, ojcowskiej tolerancji minister – to rzecz jasna wicepremier Gliński. Powiada on: „Cenzura w Polsce skończyła się w 2015 roku”. Nie byłby sobą, gdyby jednak nie dodał: „Choć tam, gdzie granice wolności innych ludzi i praw wspólnoty są ewidentnie przekroczone, np. w kwestii prowokacji Frljicia, podejmowałem trudne, lecz konieczne decyzje”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej