W Belgii kłócą się o rap i piłkę nożną. Niejaki Damso miał zaśpiewać – czy raczej wyrecytować – pieśń, która zagrzewałaby do boju reprezentację Belgii podczas nadchodzących mistrzostw świata w Moskwie. Larum jednak podniosły organizacje kobiece, dołączyli do nich niektórzy politycy i sponsorzy. Okazało się, że Damso ma w dorobku teksty seksistowskie i wulgarne, w tym takie, które jedna linijką potrafią obrazić i kobiety, i muzułmanów, choćby opisem stosunku z damą w chuście na głowie.

Status imigranta jako tarcza

Belgijska federacja piłkarska próbowała bronić swojego wyboru, zwracając uwagę na to, że po godzinach Damso jest kochającym tatusiem, a poza tym dorastał na ulicach Kinszasy, jest imigrantem i wspaniałym przykładem udanej integracji.

Głupie argumenty łatwo obalić, z czego ochoczo skorzystała Zuhal Demir, belgijska sekretarz stanu ds. równouprawnienia i ubóstwa. Zauważyła, nie bez racji, że obrona seksizmu przez wymachiwanie statusem imigranta obraża innych imigrantów.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej