A miało to miejsce podczas dyskusji o „Koronie królów”. Przypomnijmy: to serial opowiadający o dworze królewskim za czasów Kazimierza Wielkiego. Produkcja TVP okazała się prawdziwym fenomenem – zyskała kultowy status natychmiast po emisji pierwszego odcinka.

Okazało się bowiem, że wyczekiwany serial to telenowela, której akcja polega na wchodzeniu do komnat i wychodzeniu z nich. Całość wygląda jak reklama sklepu z perukami, w której Litwini zaczynają rozmowę po litewsku, ale kończą po polsku.

„Korona królów” - serialowe disco polo?

Gośćmi środowego „Klubu Trójki” byli Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” i Piotr Zaremba publikujący w „Sieciach” i „Dzienniku Gazecie Prawnej” (tu miałem déjà vu, bo niedawno słuchałem go w dyskusji na ten sam temat w radiowej Dwójce). Prowadzący audycję Grzegorz Górny, kiedyś współzałożyciel „Frondy”, dziś publicysta „Sieci”, wysunął hipotezę, że wysoka oglądalność „Korony królów” przy jednoczesnej zmasowanej krytyce części mediów wynika stąd, że mamy w Polsce dwa odrębne obiegi kultury: tej masowej oraz „wymagającej”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej