Urodził się 7 stycznia 1920 r., wychował przy ul. Nowowiejskiej. Tam razem z rodzicami i młodszym o cztery lata bratem mieszkał aż do wybuchu wojny. Ojciec Witolda był fotografem, matka zajmowała się domem i dziećmi. Poznali się w Niemczech, w obozie pracy, gdzie trafili w czasie pierwszej wojny światowej.

– Teatrem interesowałem się od dziecka – opowiada Sadowy. Mimo wieku pamięta wszystko: każdą datę, nazwisko. Głos ma żwawy, mówi szybko i bardzo wyraźnie. – Przed wojną chodziłem do dziecięcego Teatru Tymoteusza Ortyma na wszystkie przedstawienia, a potem w domu sam urządzałem teatr. W gimnazjum, w tajemnicy przed rodzicami, zapisałem się do prywatnej Szkoły Dramatycznej Hanny Ossorii, bo koniecznie chciałem zostać aktorem.

Już jako czternastolatek zaczyna asystować na planie filmowym. Może z bliska obserwować grę Eugeniusza Bodo w „Pieśniarzu Warszawy” (1934) i „Piętro wyżej” (1937). Na co dzień uczy się w prywatnym Gimnazjum Zgromadzenia Kupców przy Prostej. Większość uczniów w szkole ma żydowskie korzenie: to dzieci właścicieli kin i wytwórni filmowych. Witold bardziej niż o zostaniu gwiazdą kina marzy o karierze aktora. Póki co musi jednak powtarzać klasę.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej