Niedziela 7 stycznia była wielkim dniem Jamesa Franco. Był nominowany do Złotego Globu za reżyserię filmu "Disaster Artist" i zagranie w nim głównej roli, ostatecznie zwyciężył w kategorii aktorskiej. Szczęśliwy i wzruszony ze sceny dziękował swoim przyjaciołom z Hollywood i swojemu bratu Dave'owi. Podziękował też jednej kobiecie - swojej matce - za to, że dała mu brata. 

Podobnie jak wiele innych gwiazd Franco wystąpił z przypinką Time's Up ("Czas się skończył"), wyrażając solidarność z ofiarami molestowania seksualnego. Time's Up to inicjatywa, która powstała po akcji #MeToo (#JaTeż), podczas której kobiety ujawniały przypadki molestowania. - Chciałbym wesprzeć tę akcję. Wspieram zmianę - powiedział później Franco.

CZYTAJ TAKŻE: "The Disaster Artist". James Franco zrobił arcydzieło o najgorszym filmie świata

James Franco? Nie pytajcie mnie

Ale nie wszyscy cieszyli się z sukcesu aktora. Chwilę po tym, jak Franco odebrał nagrodę, aktorka Ally Sheedy napisała na Twitterze: "James Franco właśnie zwyciężył. Proszę, nie pytajcie mnie nigdy, dlaczego opuściłam biznes telewizyjno-filmowy". Wcześniej tweetowała: "James Franco i Christian Slater przy jednym stoliku podczas rozdania Złotych Globów? Dlaczego Franco w ogóle został tam wpuszczony?" z hasztagiem #MeToo, sugerując, że była molestowana. Później skasowała te wpisy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej