Zgroza, zgroza! – szeptał w 1899 r. Conradowski Kurtz. Dokładnie 80 lat później tę frazę powtórzy grany przez Marlona Brando Kurtz Coppoli. W obu wypadkach na słynny cytat trzeba poczekać. Kurtz wypowiada te słowa na łożu śmierci. Najpierw musi porzucić ludzkie odruchy, uwierzyć, że jest Bogiem, i pogrążyć się w szaleństwie. W „Jądrze ciemności” potrzebował na to około stu stron, w „Czasie apokalipsy” – ponad trzech godzin. W reality show „Azja Express” wystarczyłby mu kwadrans.

Waluta? Długopisy

Pomysł na tego typu programy jest prosty: grupa celebrytów dostaje do wykonania bezsensowne zadania, a kamera rejestruje krew, rozmazane makijaże i niecenzuralne słowa. W przerwach od wykonywania zadań jest czas na bieżące przemyślenia oraz uniwersalne mądrości.

Problem w tym, że widzowie po jakimś czasie się nudzą, a pula znanych twarzy z sezonu na sezon maleje. Programy trzeba mnożyć: kto już tańczył, może zaśpiewać, kto zaśpiewał – spróbować sił na łyżwach. I tak dalej. W przypadku „Azja Express” „dalej” potraktowano dosłownie. Pary złożone z celebrytów i zaproszonych przez nich przyjaciół ścigają się przez Wietnam, Laos, Kambodżę, Tajlandię, Sri Lankę i Indie. Dziennie dostają równowartość dolara na jedzenie. Transport i nocleg muszą zorganizować sobie sami. Za darmo. Czyli cudzym kosztem.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej