Lubi pani gorsety?

- Przez lata miałam w szafie gorsetowy stalowy top kupiony na początku lat 90. w H&M w Sztokholmie, do którego pojechaliśmy z "Iwoną, księżniczką Burgunda" ze Starego Teatru w Krakowie. Uwielbiałam go, pożegnałam niedawno, bo zwyczajnie przestałam w niego wchodzić. Poza tym w teatrze, zwłaszcza w czasach krakowskich, dużo grałam w kostiumie. To relacja love - hate, bo z jednej strony gorset bardzo przeszkadza i jest niewygodny, ciężko normalnie usiąść, zachowywać się naturalnie, z drugiej - w gorsecie się zupełnie inaczej nosi, jest się wyższym, prostuje od razu. Jest trochę jak szpilki. Niewiele kobiet lubi chodzić na co dzień w szpilkach, ale kiedy już je założymy, czujemy się od razu ładniejsze, seksowne. Łatwiej też wejść w rolę - gorset obliguje zachowanie, krępuje ruchy, zmienia gesty...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.