Ktoś powiedział: „Tu wszyscy szczali do basenu, ale PiS szcza doń z trampoliny”. Co najgorsze – sam łapałem się na tym, że momentami miewałem „pisowskie” poglądy. Choć zgadzałem się z ogólnym kierunkiem przemian, uważałem, że Polskę można by tak samo zaorać i zacząć wiele wątków od nowa.

Mój niesmak budziła obstrukcja sądownictwa, brak kar za stan wojenny dla Jaruzelskiego i Kiszczaka (co wywołało wrażenie, iż spora część komunistycznych winowajców stoi ponad prawem). Reforma szkolnictwa nie spowodowała, że szkoła stała się miejscem edukacyjnego wyboru, a nie bezmyślnej i nikomu niepotrzebnej męki. Oburzał mnie casus ZUS-u – niereformowalnego państwa w państwie, któremu płacimy horrendalnie wysoką dziesięcinę, a który nie będzie w stanie wypłacić nam emerytur. I...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.