Ta recenzja powinna właściwie mieć formę nekrologu. Z głębokim żalem zawiadamiam, że ekranizacja powieści Jo Nesbo - siódmej z jedenastu, których bohaterem jest policjant z Oslo Harry Hole, wyreżyserowana przez Szweda Tomasa Alfredsona, który wcześniej znakomicie poradził sobie ze sfilmowaniem „Szpiega” Johna le Carr? - niestety się nie udała. Nie pomógł gwiazdor Michael Fassbender, chociaż świetnie nadaje się do roli gliny Holego.

>> "Bez przemocy byłoby trochę nudno". Przeczytaj wywiad z Jo Nesbo

I potem powinno być coś o moim „nieutulonym smutku", i to też byłaby prawda. Bo kibicowałem tej produkcji od chwili, gdy przed laty...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej