"Życie to pewnego rodzaju podróż - mówił Wojciech Młynarski kilka lat temu. - Ciągle trzeba być w drodze do celu, który się sobie naznaczy i dopóki jest się w tej podróży, dopóki jest się upartym w jej kontynuowaniu, to się człowiek nie czuje staro, nie czuje się odrzucony, nie czuje się niepotrzebny, tylko działa, jest sobą".

W ostatnich latach siedział, jak mówił, w niszy, z której czasem wychylał głowę. Każdą myśl,/ każdy czyn/miele młyn/wielki młyn./ Serca spokój tracę,/ że już nic nie znaczę - pisał w jednej z piosenek napisanych na płytę „Pogadaj ze mną”, nagraną kilka lat temu do muzyki Włodzimierza Nahornego. „Rzeczywistość wokół się pozmieniała i ludzie, którzy mają klasę, dobry gust, są wymagający, znaleźli się w odwrocie” - żartował, ale bez narzekania. Z różnych powodów pisał mniej, niż kiedyś, ale przecież teksty z jego utworów – wciąż aktualne - i tak żyją. Mówimy Młynarskim. „Róbmy swoje”, „przyjdzie walec i wyrówna”, „co by tu jeszcze spieprzyć, panowie”, „pan to przyswaja”, „żyj kolorowo”, „jeszcze w zielone gramy”...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej