W jednym ze swoich życiorysów pisał: „W 1928 roku przeprowadziłem się do Bostonu jako dwulatek (to była jedna z moich najlepszych decyzji)”.

Nie było w tym słowa przesady.

Gdyby został w Polsce, to w najbardziej optymistycznym scenariuszu mógłby cudem przeżyć wojnę, a potem skończyć politechnikę i tutaj próbować dokonywać pionierskich wynalazków w dziedzinie łączności cyfrowej, choć w roku 1968 pewnie zostałby zmuszony do emigracji. W bardziej pesymistycznej i niestety bardziej prawdopodobnej wersji zginąłby zapewne około roku 1942, razem z większością podlaskich Żydów.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej