Pierwszego dnia wyczekiwanego urlopu, tuż po przyjeździe na działkę na Mazurach położyłam się na leżaku, łapiąc popołudniowe promienie słoneczne. Wzięłam ulubione czasopismo i oddałam się wakacyjnemu leniuchowaniu. 

Okazało się, że podobny plan na urlop miał nasz pies Ciapek. Gdy tylko się położyłam, przybiegł i zaczął się przy mnie wygrzewać. Niestety, szybko mu się znudziło leżenie i zabrał się do zaczepek – a to szczęknął, a to szturchnął moją rękę czy siadł na gazecie.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej