Gdyby lądowanie się powiodło, Indie byłyby czwartym krajem na świecie, który tego dokonał - po Rosji, USA i Chinach. Nikt jeszcze nie lądował tak blisko bieguna południowego Księżyca, a z lądownika na zwiad miał wyjechać też niewielki łazik Pragyan (co w sanskrycie oznacza mądrość).

Nic z tego nie będzie. Lądowanie przebiegało automatycznie, wszystko było z góry zaprogramowane. Naukowcy w centrum kontroli lotów mogli się temu tylko biernie przyglądać i zagryzać zęby.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej