To pocieszne zwierzę z dziwacznym ryjem i łapkami opiętymi płetwami (błoną pływną) po łacinie nazywa się Desmana moschata. Inaczej desman. Tak przynajmniej określa się go w wielu językach świata, ale akurat w Polsce ma on swoją rodzimą nazwę - wychuchol.

Wychuchol śmiesznie się nazywa, śmiesznie wygląda i śmiesznie się zachowuje. Należy do rzędu owadożernych, czyli zwierząt o najwyższej przemianie materii.

Ssaki te palą niczym amerykańskie krążowniki szos przed kryzysem paliwowym - muszą jeść bezustannie.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej