Upał. Jedziemy na wieś. Już blisko. Mijamy przejazd kolejowy, wjeżdżamy między zabudowania. Punkt pierwszy: czy na gnieździe siedzą bociany.

Nie ma. - Mamo, co jest? - pyta mój nastoletni syn. Gdzie są boćki?

- Młode już dawno latają, pewnie na łące - odpowiadam.

- Mam nadzieję - mruczy.

Dalej pastwisko. Zawsze na nim wypasało się spore stado krów. Ale teraz ich nie ma. Pewnie już są w oborze. Późno się zrobiło.

Następnego dnia jedziemy „do miasteczka” po zakupy.

- Jedź przez wieś, mamo, muszę zobaczyć, czy są krowy - upiera się syn.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej