Te pytania naukowcy zadają sobie od chwili, gdy na początku tego stulecia w atmosferze Czerwonej Planety wykryli metan. To gaz nietrwały w marsjańskich warunkach. Szacuje się, że pod wpływem reakcji napędzanych słonecznym ultrafioletem powinien zniknąć najdalej po kilkuset latach.

Skoro więc go wykryto, to znaczy, że musi być świeżej daty, a być może stale ulatnia się do atmosfery.

Potwierdził to łazik Curiosity, który wylądował na dnie krateru Gale'a w 2012 r. Dwa lata później NASA informowała, że w atmosferze złożonej głównie z dwutlenku węgla i odrobiny azotu łazik wykrył także metan – w niewielkim stężeniu, średnio 0,4 części na miliard (0,4 ppb).

Co ciekawe, poziom metanu zmieniał się w rocznym cyklu – od mniej więcej 0,24 ppb do 0,65 ppb. Najwięcej tego gazu ulatniało się pod koniec marsjańskiego lata.

Ta sezonowość raczej wykluczała, aby źródłem metanu były spadające na Mars komety lub pył kosmiczny. Gaz musi się ulatniać na skutek jakiegoś procesu na powierzchni lub pod powierzchnią planety. Naukowcy sugerowali, że może być związany w wiecznej zmarzlinie, a kiedy planeta latem się nagrzewa, powoli ulatnia się do atmosfery.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej