Od chwili premiery "Czarnobyl" święci triumfy na całym świecie. Zyskał świetne recenzje krytyków i wzbudził zachwyt widzów. Chwalony jest za niezwykle realistyczne pokazanie realiów ZSRR lat 80., wątki polityczne, przebieg katastrofy i dramaturgię.

Nie obyło się jednak bez krytyki.

Zdecydowanie najwięcej zastrzeżeń budzą wątki medyczne, a konkretnie to, że część z nich bardzo podkręcono właśnie w celu jak największej dramaturgii.

Wielu widzów błyskawicznie np. sprawdziło, że jeden z najbardziej poruszających wątków - czyli most śmierci, tj. opowieść o mieszkańcach, którzy nocą przyszli na wiadukt obserwować łunę z uszkodzonego reaktora i potem wszyscy zmarli w wyniku napromieniowania - jest tylko miejską legendą. To nigdy nie miało miejsca. 

Z drugiej strony musimy pamiętać (co podkreślają też twórcy serialu), że "Czarnobyl" nie jest i nigdy w założeniu nie miał być dokumentem, ale klasycznym serialem fabularnym. A te rządzą się swoimi prawami.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej