W ostatnich latach owady zapylające rośliny nie mają lekko. Spada liczebność wielu gatunków i w dużej mierze odpowiada za to człowiek, który zajmuje ich siedliska i zatruwa życie przy użyciu rozmaitych pestycydów.

Owady więc przenoszą się do miast. Jest tu mniejsza liczba drapieżników i wyższe temperatury niż na prowincji, co jest korzystne dla południowych, ciepłolubnych gatunków.

Miasta to również niedogodności w postaci tłumów ludzi, zanieczyszczeń, a w szczególności problemów ze znalezieniem pożywienia.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej